Codzienność,  Operacja

Druga operacja: przeszczep kości do wyrostka

Co operowaliśmy?

Nasz syn oprócz przeszczepu kości do wyrostka zębodołowego miał również wykonywany drenaż uszu, czyli udało nam się połączyć dwa niezbędne zabiegi w jeden, a co najważniejsze – to jedna zamiast dwóch narkoz. Dodatkowo zdecydowaliśmy się na dermabrazję blizny, która miała polepszyć jej stan.

O pierwszym dniu tuż po operacji możecie przeczytać w jednym z poprzednich wpisów.

Wiek

W dniu wykonywania operacji synek miał 2,5 roku. Z perspektywy czasu wiem, że to idealny moment, bo dziecko bardzo dużo już rozumie. Nasz syn już mówił na tyle dużo, że mogliśmy o wszystkim porozmawiać.

Karmienie

Przez pierwsze tygodnie po przeszczepie zaleca się jedzenie o konsystencji papkowatej. Korzystanie z butelki jest całkowicie zakazane. Bardzo się obawiałam tego momentu, bo nasz syn przed spaniem wciąż wypijał butelkę mleka i już w myślach widziałam te wieczorne dramaty… Od długiego czasu próbowaliśmy odstawić mleko, ale za nic w świecie się nie dało. Okazało się, że moment operacji był idealnym pretekstem do pozbycia się butelki.

Na początku oczywiście synek prosił o mleko. Próbowałam je podać w innej formie – w kubeczku zamiast w butelce. Naiwna ja 😉 Nie zadziałało. Innym razem podałam jogurt do picia, mówiąc że to mleko. Zauważył, że to nie to samo, ale wypił i nie upominał się o butelkę, więc to już był duży sukces. Z czasem zaczął po prostu prosić o “piciu” przed snem i tak nam już zostało na jakiś czas.

Dieta okazała się być dużym ograniczeniem. Baaardzo dużym. To był jeden z cięższych aspektów po operacji, bo ile można jeść papki?! Ciężko było nawet iść przez miasto i odmawiać synkowi jedzenia, które pojawiało się na każdym kroku. A to zobaczył truskawki, a to ktoś zajadał jabłko. Niby takie proste przyjemności, a jednak nie można było na nie pozwolić. W domu też chowaliśmy się z jedzeniem (w sensie ja i mąż). Jednak dziecko jest bardzo spostrzegawcze! Gdy mąż zjadł ukradkiem kawałek czekoladki i zostało mu ciut na ustach to zaraz padło pytanie: “co jesz tatusiu?” 😉 Jedliśmy więc głównie wtedy, gdy syn spał.

Oczywiście po operacji niezastąpiony będzie blender. Z każdego dania musimy zrobić przecież papkę. Bez niego byłoby ciężko przygotować jedzenie odpowiednie dla synka.

Przykładowe dania, które znalazły się w naszym jadłospisie można znaleźć poniżej. Nie są to może najzdrowsze dania, ale w tym okresie najważniejsze było, żeby w ogóle jadł, więc baaardzo mu odpuszczaliśmy w wielu aspektach 😉 Na dodatek były ogromne upały, więc apetyt mniejszy.

Wszystko podawaliśmy na łyżeczce od zdrowej strony lub z kubeczka. Tłumaczyliśmy, że z drugiej strony jest “ziaziu”. Z czasem sam zaczął pokazywać, że tu wolno, a tu nie wolno jeść.

Nasz przykładowy jadłospis po przeszczepie kości

Wszystkie dania podawaliśmy w formie papek oczywiście 🙂

Śniadanie – mleko z płatkami (kiedy płatki już trochę rozmokną, można je łatwiej zblendować) lub serek homogenizowany – koniecznie bez żadnych kawałków, całkowicie gładki. U nas zjadany w dużych ilościach 😉

Drugie śniadanie – owoce w formie musu lub jogurt.

Obiad – zblendowana zupa – kochana Babcia przygotowała nam wcześniej ulubione zupy dla synka, więc wzięliśmy je ze sobą w słoikach ❤ Ich duża część była mięsna, więc zupa zastępowała też drugie danie.

Podwieczorek – lody (do lizania oczywiście) lub jakiś koktajl z owoców i warzyw.

Kolacja – kaszka manna na mleku z owocami.

Przeciwbólowe i antybiotyk

Do czasu operacji wszelkie leki podawaliśmy zawsze synkowi do mleka w butelce. Z racji tego, że butelka była zakazana to zdecydowaliśmy się podawać środki przeciwbólowe w formie czopków. Był to jedyny pewniak 😉 Kiedy jednak pojawiała się biegunka lub podrażnienie okolic pupy to dodawaliśmy syrop przeciwbólowy do soku i podawaliśmy lek z kubeczka.

Zapas leków dla obu synków

Lekarz przepisał nam również antybiotyk – Dalacin C – lek przeciwbakteryjny. Powiem Wam, że czegoś tak okropnego i śmierdzącego w życiu nie widziałam… Byłam zdziwiona, że mój syn dał radę to przełknąć. Oczywiście nie tak sauté – dodawałam go do małej ilości jogurtu, żeby mieć pewność, że zje całość i o dziwo udawało się. Zgodnie z zaleceniami podawaliśmy go przez 6 dni.

Sen

Pierwsza noc tuż po operacji przebiegła nadzwyczaj spokojnie. Spałam z synkiem w jednym łóżku w szpitalu i nastawiałam się na to, że nie pośpię za dużo. Tak naprawdę gdyby nie moje wewnętrzne nerwy o drugiego synka, który był długo operowany i ogólny stres, to mogłabym spać przez całą noc, z jedną tylko krótką przerwą, kiedy to pielęgniarka przyszła podać lek i obudziła synka. Na szczęście dość szybko potem zasnął.

Pobudka za to nastąpiła dość wcześnie, bo o 4 nad ranem. Niestety nie udało mi się namówić synka na dalsze spanie.

Gdy wróciliśmy do wynajmowanego mieszkania to początkowo syn budził się koło 2-3 razy w nocy, prosił o piciu i szedł dalej spać. Po kilku dniach wstawał już tylko raz.

Opuchlizna

Kiedy synek wrócił z bloku operacyjnego, to poza plasterkiem naklejonym pod noskiem (z racji wykonywanej dermabrazji blizny) z zewnątrz wyglądał zupełnie jak kilkadziesiąt minut wcześniej. Jednak na następny dzień jego twarz była już zupełnie inna – okolice ust, policzki, a nawet powieki były bardzo spuchnięte. Okazało się, że to dopiero początek.

Z każdym dniem opuchlizna była coraz większa. Na szczęście zostaliśmy o tym uprzedzeni, więc staraliśmy się tym nie martwić. Na pierwszym zdjęciu widać synka 2 dni po przeszczepie. W 3 dniu po operacji pojawił się siniak. Dopiero wtedy wszystko zaczęło schodzić. Mimo wszystko dzielny synek jak zawsze uśmiechnięty.

Nie będę publikować zdjęć w szczytowej fazie – pozostawię je w domowym archiwum – ale uwierzcie, że opuchlizna była ogromna. Drugie foto zostało zrobione tydzień po przeszczepie – jak widać wszystko już wróciło do normy. Został malutki strupek pod noskiem.

Chodzenie

Jeśli byliście na konsultacjach u Pani Profesor to zapewne słyszeliście historyjkę o tym, że dzieci na następny dzień biegają po oddziale. Eee… nie. A przynajmniej u nas zupełnie nie.

W pierwszym dniu tuż po operacji postawiłam synka na chwilkę na podłodze, jednak szybko się zorientował, że coś jest nie tak. Widziałam po jego minie, że zupełnie nie chce próbować chodzić więc szybko zabrałam go na fotel.

Próbowaliśmy go zachęcać do chodzenia na różne sposoby, ale szło nam to raczej wolno. My też szczególnie nie naciskaliśmy. Dopiero w trzecim dniu po operacji opanował stanie w miejscu. W czwartym stawiał już małe kroczki – głównie przy meblach. W piątym zaczął chodzić. Powoli i dość niezgrabnie, ale to wszystko mija z czasem i wraca do normy.
Bardzo żałowaliśmy, że wzięliśmy tylko jeden wózek (z myślą o młodszym synku). W końcu dziecko po takiej operacji raczej nie będzie miało ochoty na wycieczkę po ZOO, którą my zafundowaliśmy naszym dzieciom 😉 W efekcie nosiliśmy go sporo na rękach.

Płukanie szwów

Tak jak w przypadku poprzedniej operacji, idealnie jest płukać buźkę wodą lub rumiankiem. Niestety na początku jedynym sposobem, żeby syn dał się namówić na picie rumianku była obietnica oglądnięcia bajek tuż po jego wypiciu 😉 Jednak nie byłabym sobą gdybym nie wymyśliła na to lepszego patentu. 

Sposób jest banalnie prosty, a u nas się bardzo sprawdził. Plucie. W końcu nie chodzi o to, żeby wypić wodę czy rumianek, tylko żeby przepłukać buzię. Ważne jest żeby choć przez chwilę potrzymać ciecz w buzi, żeby jedzenie nie zostało w niepożądanych miejscach. W ten sposób syn był w stanie “wypić” całą szklankę rumianku.

Blizna

Pamiętajmy, że nie wszystko jest widoczne na pierwszy rzut oka. Po operacji na bioderku dziecka zostaje naklejony plasterek. I tu trochę popełniliśmy gafę jako rodzice.

Wcześniej opowiadaliśmy synkowi o wszystkim co się będzie działo, żeby go przygotować na tyle ile to tylko możliwe. Ale tego jednego nie wzięliśmy pod uwagę – plasterka na biodrze. Gdy synek go zobaczył po raz pierwszy to zaczął się wręcz bać tego miejsca. Wstydził się go pokazać. Oczywiście potem tłumaczyliśmy skąd się tam wziął, ale chyba było za późno.

Dotarliśmy do momentu, kiedy nie chciał nawet ściągnąć koszulki, co przy 30 stopniach za oknem nieco mnie smuciło, bo przebieranie się graniczyło z cudem. Podczas zmiany pampersa też nie było łatwo – zasłaniałam plaster koszulką żeby go nie widział. Po kilku dniach ściągnęliśmy go i było trochę lepiej, choć nie idealnie. Zauważył, że ma tam bliznę, ale bardziej cieszył go fakt, że nie ma plasterka. Jak wszystko, również i to wymagało czasu, żeby zaakceptować obecny stan rzeczy. Teraz nawet nie zwraca uwagi na to, że na bioderku wciąż jest niemała blizna.

Zabawki

Pakowanie to zdecydowanie moja słaba strona. Najchętniej wzięłabym pół domu ze sobą. Tyczy się to również zabawek. Na dodatek musieliśmy wziąć ekwipunek dla obu synów w różnym wieku. 

Żeby spróbować choć trochę urozmaicić dzieciom ten trudny czas po operacji, zaczęłam kilka tygodni wcześniej kupować nowe zabawki. Wszystkie sukcesywnie chowałam w szafie, żeby przypadkiem nikt ich nie znalazł. Codziennie otwieraliśmy jedną nową zabawkę.

Coraz ciężej dokładać kolejne klocki… Trzeba będzie wstać! 😉

Hitem okazały się klocki konstrukcyjne, tzw. wafle. Układaliśmy je codziennie. Poza tym kupiłam różne puzzle, ciastolinę i proste układanki. W naszych zasobach znalazła się gra “CzuCzulotto Na zakupy!” – ładne plansze i żetony, do których można wymyślać wiele zabaw. Zdobyłam też śliczną wieżę do układania – miałam cichą nadzieję, że synek zacznie wstawać, żeby zbudować ją jak największą. Do tego dorwałam na miejscu w warszawskim Pepco wóz strażacki z pompką, dzięki której można było “gasić pożar” 😉

Mowa

Syn od dłuższego czasu zaczynał sklejać kilku wyrazowe zdania. Jednak po drenażu zauważyliśmy zdecydowaną poprawę.

Zaczął znacznie więcej mówić, używał nowych słów. W obecnej chwili jest 3 miesiące po operacji i mówi już piękne, rozbudowane zdania. Ma bardzo duży zasób słów, bardzo często sam mnie zadziwia. Jego mowa jeszcze nie jest idealna, ale jak na jego wiek to jesteśmy bardzo dumni.

Coś niepokojącego

Niedługo po operacji zauważyliśmy, że coś dziwnego wystaje synkowi z buzi. Ja jak to ja – panikara wielka, że to pewnie przeszczepiona kość mu wylatuje. Z drugiej jednak strony myślałam, że to może być ząbek – słyszałam, że czasem tuż po operacji wychodzą zęby w tym miejscu. To może skutkować wypadnięciem przeszczepu.

Wszelkie tego typu niejasności mieliśmy okazję rozwiać na kontroli tydzień po operacji, kiedy to synek miał ściągane szwy z bioderka. Lekarz nas uspokoił, że to co widzieliśmy to najprawdopodobniej opatrunek i stwierdził, że wszystko wygląda dobrze. Kolejna kontrola odbyła się około 8 tygodni po przeszczepie i chwilowo mamy chwilę przerwy w operacjach, choć to niestety nie była ostatnia.

Ps. Jeśli dotarłeś aż tutaj i uważasz wpis za przydatny to kliknij proszę w serduszko po prawej stronie, dziękuję! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *