Codzienność,  Operacja

Pierwsze tygodnie po zszyciu wargi i podniebienia

Karmienie

To jedna z tych rzeczy, które bardzo martwią rodziców – jak dziecko da sobie radę z jedzeniem? Sonda po operacji to duże ułatwienie dla nas i dla maluszka. A przynajmniej my wychodzimy z takiego założenia. Był to jeden z głównych powodów, dla których zdecydowaliśmy się na obie operacje w Formmedzie.

Dlaczego sonda? Mieliśmy duży komfort psychiczny, że jeśli z jakiegoś powodu dziecko nie będzie chciało jeść z butelki to na pewno nie będzie głodne, bo otrzyma posiłek przez sondę. I co najważniejsze – nie musimy dziecka karmić na siłę. Sama operacja to bardzo ciężkie przeżycie dla naszych maluszków, więc nie chcieliśmy im dokładać stresu. 

U nas takie rozwiązanie bardzo dobrze się sprawdziło. Już po 3 dniach dzieci wypijały spore porcje mleka. Wtedy też wyciągnęliśmy sondę.

Jeśli Wasze dzieci z jakichś przyczyn nie chcą jeść po operacji, to spróbujcie najpierw podać im środki przeciwbólowe, a dopiero potem nakarmić.

Mimo dużych rozszczepów u naszych synków, mieliśmy pozwolenie na to żeby karmić butelką. Często jednak zalecana jest zamiast tego łyżeczka, dlatego warto przed operacją oswoić dziecko z różnymi sposobami karmienia. U nas w ciągu dnia próbowaliśmy karmić butelką ile się dało. W międzyczasie podawaliśmy też stałe posiłki łyżeczką. W nocy tylko sonda, żeby dziecko mogło w miarę spokojnie spać. Co do smoczka uspakajającego – całkowity zakaz.

Przeciwbólowe 

W pierwszych dniach podawaliśmy środki przeciwbólowe co 4 godziny, bez przerw. Na przemian: paracetamol i ibuprofen w odpowiedniej dawce.

U starszego syna początkowo używaliśmy czopków, bo taki sposób podania był szybki i pewny, jednak z czasem zmieniliśmy formę leku na syrop, bo pojawiła się biegunka. Z kolei u młodszego synka kupka pojawiała się po każdym zjedzonym mleku. Najprawdopodobniej był to skutek narkozy – organizm się jeszcze oczyszczał po operacji – więc używaliśmy tylko syropu żeby nie drażnić okolic pupy.

Dawkę leków zmniejszyliśmy po ok. 4 dniach, kiedy widzieliśmy, że synowie powoli wracają do siebie. 

Sen

W naszym przypadku, a właściwie w obu przypadkach, o spokojny sen było ciężko. Starszy syn za nic w świecie nie chciał spać w ciągu dnia w łóżeczku. Najchętniej spał na mnie i taki stan się utrzymywał przez pierwsze dni. Ostatecznie naszym patentem okazał się wózek: najpierw usypialiśmy synka na rękach, a potem odkładaliśmy do wózka, cały czas bujając. W ten sposób zasypiali w dzień.

Jeśli chodzi o noce – spaliśmy razem z dziećmi. Jeden syn spał w miarę dobrze, a drugi bardzo często się budził.

Najcięższa była pierwsza noc po operacji starszego synka – miał założone ochraniacze mojej roboty żeby nie mógł wyciągnąć sondy. Okazały się one jednak zbyt krótkie i cały czas się przesuwały, przez co nie spełniały swojej funkcji. W związku z tym jedną rączkę trzymałam ja, drugą mąż i w ten sposób prawie nie spaliśmy. Potem kupiliśmy ochraniacze i to było jak wybawienie – były dłuższe, nie spadały, więc mogliśmy spać spokojnie. 

Młodszy syn za to bardzo często się budził w nocy. Nic z tym nie mogliśmy zrobić. Pozostawało go nosić i tulić. Trwało to koło 2 tygodni, a potem wszystko wróciło do normy.

Płukanie szwów

Bardzo ważne jest utrzymywanie czystości w środku buzi. Co tu dużo mówić – to był u nas istny dramat. 

Do płukania najlepiej używać rumianku lub chociaż wody. Próbowaliśmy dzieci wcześniej przyzwyczaić do smaku rumianku, ale kiepsko to wyszło. A właściwie to w ogóle nie wyszło.

U starszego syna był z tym duży problem – nie chciał pić niczego.

Ostatecznie wlewaliśmy rumianek do naszej butelki Habermana, która działała niczym strzykawka i kierowaliśmy strumień na szwy, żeby możliwie jak najbardziej je oczyścić.

Niestety płacz był nieodzowną częścią płukania szwów, dlatego bardzo źle to wspominam.

U młodszego syna z kolei udawało się podać rumianek przez butelkę, pomimo, że przed operacją nie chciał go tknąć, co było bardzo dużą ulgą.

Na koniec psikaliśmy do buzi raz Octeniseptem. Szwy w podniebieniu rozpuściły się same po ok. 8 tygodniach.

Z kolei szwy na wardze przecieraliśmy wacikiem nasączonym Octaniseptem, a następnie smarowaliśmy bardzo obficie Alantanem. Po 7 dniach od operacji wróciliśmy do Formmedu na ściągnięcie szwów pod noskiem – to kolejne mało przyjemne doświadczenie. Dziecko musi leżeć, Ty trzymasz rączki, pielęgniarka próbuje unieruchomić główkę, a lekarz w tym czasie wyjmuje szwy. Znowu dużo płaczu, ale po chwili możesz zobaczyć nową cudowną buzię swojego dzidziusia!

Blizna

Po 4 tygodniach od operacji mogliśmy smarować bliznę odpowiednim preparatem. My wybraliśmy Dermatix, który jest w formie żelu, wydawany bez recepty. Niestety nie najtańszy, bo za 15g trzeba zapłacić ok. 100zł. Zwykle smarowaliśmy buzię w czasie drzemki i na noc, bo inaczej zaraz małe rączki ją wycierały z buźki.

Po operacji warto odwiedzić logopedę lub neurologopedę – powie jak masować wargę i podniebienie, o ile oczywiście jest to konieczne.

Zabawki 

Tuż po operacji trzeba bardzo uważać na to, co dzieci wkładają do buzi, a najlepiej żeby nie wkładały niczego żeby nie zepsuć pracy chirurgów.

Przed operacją wyprałam wszystkie zabawki jakie tylko mogłam, żeby mieć pewność, że dziecko nie włoży do buzi niczego brudnego. Schowałam też wszystko, co miało ostre kanty.

W pierwszych dniach po operacji świetnie się u nas sprawdził leżaczek w połączeniu z interaktywnym stojakiem edukacyjnym. Synek mógł spokojnie leżeć i wyciągać rączki do zabawki.

Spacery

Operacje naszych dzieci były wykonywane w środku lata, więc już na następny dzień spacerowaliśmy po Warszawie. Trzeba tylko pamiętać o mocnym nawilżaniu blizny i ochronie przed słońcem.

Jeśli operacje Waszych dzieci będą przeprowadzane np. zimą to najlepiej będzie zapytać lekarza o to czy nie ma żadnych przeciwwskazań do spacerów.

Kontrola

Przy ściąganiu szwów, czyli 7 dni po operacji, lekarz ogląda dziecko. Kolejne spotkanie z chirurgiem ma miejsce 6-8 tygodni po operacji.

Zdarza się, że w podniebieniu robi się tzw. przetoka, czyli dziurka. Dzieje się tak, jeśli podniebienie się nie zrośnie w jakimś miejscu. Przyczyną może być m.in. zbyt wczesny wiek operacji (zbyt mało dobrze rozwiniętych tkanek) lub stan zapalny w tej okolicy, dlatego tak ważne jest płukanie szwów i pilnowanie, żeby żadne jedzenie tam nie zalegało.

Zdarza się tak, że mimo najlepszej opieki i tak się zrobi przetoka, więc nie obwiniajcie się za to. Nie martwcie się też na zapas. Przetokę można lapisować, czyli pobudzić tkanki do ponownego zrośnięcia. Czasem wystarczy kilka, a czasem kilkanaście zabiegów. Czasem też lapisowanie nie pomaga i trzeba ponownie zoperować podniebienie.

U nas na szczęście u obu synów podniebienie się zrosło prawidłowo bez żadnych powikłań. Tego życzę i Wam! 🙂

8 komentarzy

  • Krystyna

    Dzień dobry. Mam jeszcze pytanie.
    Będziemy tak samo po operacji przez tydzień w Warszawie do zdjęcia szwów. Pytanie: czy jest sens wziąć z sobą starsze rodzeństwo (9 i 6 lat)? Czy maluszek będzie potrzebował tyle uwagi że starsi będą bez uwagi w ogóle?

    • Mama

      Dzień dobry Krystyno 🙂
      Jeśli tylko macie możliwość zostawienia rodzeństwa pod czyjąś opieką to ja bym z tego skorzystała. Maluszek będzie potrzebował bardzo dużo Waszej uwagi. Jak już jedno z Was, Ty lub mąż, będziecie bardzo zmęczeni to zawsze można prosić drugą osobę o pomoc i samemu wtedy choć trochę odpocząć. To bardzo ważne, żeby choć trochę się zregenerować i nabrać nowych sił.

      Dodatkowo, niektóre czynności pielęgnacyjne mogą nie być przyjemnie dla dziecka, więc pozostałe rodzeństwo niekoniecznie musi na to patrzeć. Mi osobiście wystarczą moje traumatyczne wspomnienia. Myślę, że dzieciom to niepotrzebne.

      Oczywiście wybór należy do Was 🙂

  • Krystyna

    Dzień dobry.
    Mam jeszcze dwa pytania:
    Pisałaś że u jednego z synów była zła hemoglobina. Jaka? Bo mamy 9.5 i anestezjolog napisał żeby udać się do pediatry. Musi być 10 a lepiej powyżej.
    I drugie pytanie: czy składałas wniosek o niepełnosprawności dla dzieci? Jeżeli tak, czy będzie wpis? 🙂
    Pozdrawiam,
    Krystyna

    • Mama

      Dzień dobry,

      Przy pierwszym badaniu przed operacją hemoglobina u nas była na poziomie 10.4.
      Mimo, że to mieści się w normie to lekarz zalecił branie dodatkowych witamin, dzięki czemu w ciągu dwóch tygodni podskoczyła do 10.9.

      Z racji na bardzo długą operację synek stracił dużo krwi, ale na szczęście nie spadła na tyle nisko, żeby mieć ją przetaczaną. To była ogromna ulga.

      Co do wniosku – tak, składałam, oboje mają orzeczenia o niepełnosprawności. Kiedyś chciałam zrobić o tym wpis, ale szczerze mówiąc zapomniałam o tym całkiem, więc zanotuję sobie 😉

      Pozdrawiam!

Pozostaw odpowiedź Krystyna Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *