Ciąża i poród

Karmienie po porodzie

Wiedzieliśmy, że nasi synowie będą mieć rozszczep, ale nie wiedzieliśmy jak duży. Podczas badań USG zawsze słyszałam tylko, że wszystko okaże się po porodzie. Maluszki też często zasłaniały interesującą nas część buźki. Gdy Pani doktor tuż przed pokazaniem synka powiedziała, że rozszczep jest duży, to na sekundę zamarłam.

Na dodatek przypomniałam sobie słowa jednej z pielęgniarek:

„Buzia nie będzie ładna, niech Pani patrzy w oczy.”

Pielęgniarka

Jak można coś takiego powiedzieć komukolwiek?
Jak można coś takiego powiedzieć matce, która wyda na świat swoje dziecko?

Zatkało mnie, po prostu. To oczywiste, że mama kocha bezwarunkowo, a już na pewno nie ma ochoty słuchać takich bzdur od nieznajomej kobiety.

Gdy w końcu zobaczyłam swojego synka to wszystko stało się nieważne. Jest najsłodszym dzidziusiem na świecie! Pokochałam go od pierwszych chwil. To, że miał dodatkową dziurkę pod noskiem nie miało dla mnie żadnego znaczenia. Mogłam go tylko przytulać i całować na przemian.

Karmienie

Po narodzinach najważniejszą kwestią było karmienie. Jeszcze przed porodem słyszeliśmy nie raz, że będzie to dużym wyzwaniem. Najbardziej -obawiałam się, że będzie konieczna sonda, zwłaszcza przy drugim dziecku, kiedy miałam stwierdzone wielowodzie. Lekarze tłumaczyli, że to przez rozszczep, że dziecko może mieć problemy z połykaniem. Ta myśl bardzo mnie stresowała.

Nie wiedzieliśmy jakiej wielkości będzie rozszczep, bo nikt na etapie robienia USG go nie mierzył (być może lekarz widział, że jest duży i nie chciał nas denerwować – tak o tym myślę z perspektywy czasu).

W naszym przypadku karmienie piersią było niemożliwe, ale nie jest to regułą. Mąż już wcześniej zaopatrzył nas w laktator, więc przydał się w szpitalu.

Pierwsze próby

Na początku syn był karmiony przez pielęgniarki. Dużo ulewał i obawiały się, że nie poradzimy sobie z ewentualnym zachłyśnięciem. Przez to też był pod ich opieką przez pierwszą dobę. Dopiero później mogłam się nim sama opiekować, ale na karmienia wciąż musieliśmy udawać się do pielęgniarek, żeby robić to pod nadzorem.

W końcu przyszedł do nas neurologopeda, który pokazał w jaki sposób możemy karmić syna. Pani miała ze sobą różne smoczki, żeby przypasować możliwie najlepszy – mówiła, że nie ma sensu kupować drogich butelek, bo być może zwykła też się nada. Ze względu na duży rozszczep, syn nie mógł ssać, więc karmienie polegało bardziej na wlewaniu w niego mleka. W zależności od butelki i smoczka, naciska się albo na butelkę, albo na smoczek, aby mleko samo wypłynęło.

Pierwszym pokazanym smoczkiem był lateksowy NUK First Choice. Karmienie polegało na naciskaniu smoczka w odpowiednim miejscu. Bardzo ważna jest też pozycja dziecka – musi być możliwie wysoko. Mleko leciało, samo karmienie trwało bardzo długo, ale liczył się efekt – porcja mleka, którą miał zjeść – zniknęła. Sukces! Pomyśleliśmy, że nie jest to takie trudne jak się mogło wydawać. Jak się wkrótce okazało – pozory mylą…

Przyszła też do mnie doradczyni laktacyjna – bardzo sympatyczna kobieta. Z tego co zauważyłam, nie przychodzą one do każdej mamy, chyba, że ktoś będzie o to zabiegał.

Pierwsze problemy

NUK sprawdzał się przy mniejszych porcjach jedzenia. Gdy za jakiś czas musiał zjeść więcej musieliśmy szukać alternatyw, bo inaczej jedno karmienie trwało by godzinami. Pielęgniarki potrafiły go karmić zwykłym smoczkiem, ale mimo naszych prób nie potrafiliśmy syna do takich przystawić. Zjadał z nich bardzo mało. Zaczęliśmy szukać alternatyw. Czułam też na sobie presję, bo wiedziałam, że jeśli syn nie będzie dostatecznie dużo zjadał to nie przybierze na wadze = nie wyjdziemy ze szpitala zbyt prędko.

Znaleźliśmy wtedy Habermana firmy Medela. Prosiliśmy pielęgniarki, żeby pokazały nam jak obsługiwać tę butelkę, ale żadna nie robiła tego poprawnie. Wiedzieliśmy, że coś jest nie tak, bo oglądaliśmy instruktażowe filmy na YouTube, ale na żywo to zawsze inaczej.

Jest nadzieja

Dopiero po kilku nieudanych karmieniach, na swoją zmianę przyszła Pani doktor, która znała tę butelkę i pokazała mi jak jej użyć – byłam zachwycona tym, jak szybko syn z niej zajadał mleko.

Butelka ma możliwość regulowania ilości podawanego mleka – ma 3 przepływy. W zależności od ułożenia smoczka leci mniej lub więcej. Początkowo głównie wyciskaliśmy mleko do buzi syna.

Mimo wszystko karmienie było bardzo czasochłonne. Trwało 30-60 min. przez co faktycznie było ciężko. Pielęgniarki rekomendowały na początku karmienie co 2-2,5h, do tego czas na laktator, szpitalne posiłki, obchody lekarzy… I tak dzień za dniem mijały.

W szpitalu spędziliśmy 7 dni. Powrót do domu z jednej strony był stresujący (czy poradzę sobie z karmieniem?), a z drugiej strony nie mogliśmy się go doczekać, bo przecież nie ma to jak w domu.

Karmienie drugiego syna

Jako, że mieliśmy już doświadczenie w kwestii karmienia, w przypadku drugiego syna praktycznie od narodzin karmiliśmy go sami. Używaliśmy tej samej butelki co wcześniej. Początki nie były łatwe, ale z czasem każde karmienie było coraz krótsze. Nie zabrakło również wsparcia neurologopedy. Tym razem po 3 dniach byliśmy już w domu.

Lekarze mieli rację – karmienie dziecka z rozszczepem nie jest łatwe. Ale wszystko to kwestia samozaparcia, czasu i cierpliwości. Z dnia na dzień będzie coraz lepiej. Na pewno i Wy sobie poradzicie.

2 komentarze

  • Magdalena

    Witam,

    Bardzo się cieszę, że trafiłam na Pani stronę. Dziękuję, za odwagę w dzieleniu się swoimi doświadczeniami i odczuciami. Przyznam, że jest to bardzo podbudowujące.
    Tydzień temu dowiedzieliśmy się o rozszczepie naszego synka podczas USG. W mojej głowie pojawiło się mnóstwo pytań, jednak na sporą część z nich znalazłam odpowiedzi na tej stronie.
    Mam jednak dodatkowe pytanie. Również mieszkamy w Krakowie, czy mogłaby Pani zdradzić w którym szpitalu Pani rodziła? Może nie powinnam sugerować się opiniami z Internetu, jednak szpitale w Krakowie o najwyższym stopniu referencyjnosci, nie mają zbyt dobrych recenzji i przyznam, że napawa mnie to strachem.
    Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia dla synów.

    • Mama

      Witam 🙂

      Cieszę się, że mogę choć trochę pomóc. To na pewno ciężki okres. Sama na ten temat mało znalazłam w internecie i stąd ten pomysł, żeby pomóc rodzicom oswoić się trochę z tym co ich czeka.

      Co do szpitala – to żadna tajemnica, więc powiem 🙂 Rodziłam na Ujastku, dwukrotnie.

      Słyszałam opinie, że masówka i ciężko się z tym nie zgodzić. Raczej nikt tam nie dogląda pacjentów jakoś szczególnie, poza obchodem. Jak czegoś nie wiesz – musisz iść i zapytać sama.

      ALE! W naszym przypadku to zupełnie inna sprawa – do mnie co chwilę ktoś przychodził i pytał jak się miewamy. Czy dałam radę nakarmić, czy nic się nie dzieje. Pani od laktacji przychodziła praktycznie codziennie, bo miałam z nią problem i starała się pomóc. Wszyscy bardzo pomocni. Jest tam też bardzo sympatyczna Pani neurologopeda, który uczy jak karmić dziecko. Więc złego słowa nie powiem 🙂

      Wiem, że to tak łatwo się mówi, ale proszę się starać myśleć o swoim synku jak o całkiem zdrowym dziecku. Przede wszystkim się nie martwić, bo teraz specjaliści działają cuda 🙂

      Pozdrawiam również serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *